przed transferem

Dałam radę – był krupnik (+słów kilka o hiperstymulacji jajników)

Bo z pizzą to podobno niewskazane po punkcji, zwłaszcza przy takiej ilości pobranych komórek. S. przyniosła sernik – chyba też nie za dobre rozwiązanie przy diecie lekkostrawnej, ale nie byłam w stanie sobie odmówić. I zdaje się, że to był błąd. Z minuty na minutę czułam, jak brzuch mi rośnie, jak boli coraz bardziej, ale i tak apogeum przypadło na czas, kiedy S. już wyszła (a było koło 22:00). Położyłam się obolała i czekałam aż nospa zacznie działać. Dziś też pobolewa – jest wzdęty, duży – ciążowy można powiedzieć. Poza tym ból nasila się podczas oddawania moczu.

Oczywiście, że czytałam o hiperstymulacji. Boję się, że  mnie dopadnie, a wtedy nici z transferu. Pocieszam się tym, że nie mam problemów z oddychaniem i że ból może być spowodowany ilością leków, jakie przyjmuję. Szczerze – jeśli ma mnie dopaść hiperstymulacja, to niech się to stanie już po transferze.

A niżej kilka informacji o hiperstymulacji zasięgniętych od mądrego wujka Googla.

Hiperstymulacja jajników (OHSS – ovarian hyperstimulation syndrome) może wystąpić jako konsekwencja pobudzania owulacji poprzez dostarczanie do organizmu hormonów (m.in. gonadotropin). Może dojść do niej  gdy podczas terapii ilość wyprodukowanych jest większa nić zakładano (20-30), a jajniki znacznie się powiększają.

Czynniki ryzyka (przed leczeniem):

– zespół policystycznych jajników;

– młody wiek (poniżej 35 r.ż.);

– zaburzenia miesiączkowania;

– szczupła budowa ciała;

– duże stężenie AMH w surowicy;

– OHSS w wywiadzie;

Czynniki ryzyka (podczas leczenia):

– szybko wzrastające stężenie estradiolu w surowicy;

– liczba pęcherzyków > 20 po stymulacji jajników;

– zastosowanie HCG w celu dojrzewania komórek jajowych;

– ciąża;

Objawy hiperstymulacji mogą pojawić się już po kilku dniach od pobrania komórek jajowych.

Postać łagodna: wzdęcia i niewielki ból brzucha.

Postać umiarkowana: umiarkowany ból brzucha, nudności i wymioty, wodobrzusze (widoczne na USG).

Postać ciężka: wodobrzusze, trudności w oddychaniu, zmniejszona ilość oddawanego moczu, hipoproteinemia.

Postać krytyczna: wodobrzusze, zbieranie się płynu wysiękowego w otrzewnej, opłucnej i osierdziu, bezmocz, problemy zakrzepowo-zatorowe, niewydolność oddechowa, niewydolność nerek i w konsekwencji w sporadycznych przypadkach śmierć.

Zespół hiperstymulacji w zależności od postaci, jaką przyjmuje wymaga leczenia ambulatoryjnego lub hospitalizacji.

Co robić:

– pić dużo wody;

– stosować dietę lekkostrawną z dużą ilością białka;

– prowadzić oszczędny tryb życia;

– sprawdzać obwód brzucha;

– skontaktować się z lekarzem.

Sama od razu po punkcji dostałam torbę leków, m.in. Fraxiperine, Dostinex i Essentiale Forte.

Czekam, mam nadzieję, że jednak mnie to ominie. Na wszelki wypadek uprałam sobie szlafrok.

Jeśli macie doświadczenia w temacie hiperstymualcji – piszcie. Wiedza na jej temat przyda się nam wszystkim.

P.S. Dzwoniłam do laboratorium – nic się nie zmieniło. A trzy zarodki już nawet zaczęły kompaktować (czyli zgodnie z harmonogramem), żeby jutro przekształcić się w blastocysty. Jest jeszcze cała doba – mam nadzieję, że pozostałe Siłaczki też dadzą radę.

P.P.S. Właśnie zarejestrowałam, że od początku miesiąca piszę codziennie. Przepraszam Was za to publiczne rzyganie, ale nie wiem, czy będę umiała przestać w najbliższym czasie.

Reklamy

10 d.c. – 9 dzień stymulacji

Myślałam, że nie przeżyję dzisiejszego USG. Tak bardzo bolały mnie jajniki, że w zasadzie zarejestrowałam tylko, że pęcherzyków jest dużo. Przez zaciśnięte zęby modliłam się, żeby badanie się skończyło – zanim ucieknę z fotela ginekologicznego, zanim popłyną mi łzy, zanim zemdleję z bólu. Wstałam lekko oszołomiona. Bolała świadomość, że w środę kolejne USG, że będzie jeszcze bardziej boleśnie. Dostałam kolejną dawkę Menopuru i Cetrotide. Widzimy się za dwa dni. Punkcja w piątek albo w sobotę. Nie mogę się doczekać.

I mam takie marzenie  – niech dojrzałych komórek będzie sześć, a z nich niech powstanie sześć zarodków. Chętnie tę szóstkę wychowamy

M. mnie dziś zaskoczył. Powiedział, że kupił sobie coś (co – pozwólcie, że pominę :)) z myślą o tym, że przekaże to kiedyś synowi. Mój feministyczny umysł nie wytrzymał. Zapytałam o córkę. Stwierdził, że córce nie odda. Zestresowany jest – bredzi.

Bo ja lubię chodzić do Lekarza – 15 d.c.

Pęcherzyk jeszcze nie pękł, a to oznacza, że jutro czeka mnie wyprawa numer dwa (w tym tygodniu rzecz jasna).

Dzisiejsza wizyta była całkiem udana. Co prawda Doktorek  zapomniał, że mnie zapisał jeszcze przed ósmą, ale czekałam dzielnie i się doczekałam. Tak w ogóle, to na Niego ciężko się pogniewać. I co z tego, że spieszyłam się do pracy, i co z tego, że czekałam od dwudziestu minut, kiedy Pan Doktor tak ładnie i szczerze powiedział: „Przepraszam, zapomniałem, że się z Panią umówiłem przed standardową godziną”. No nie ludzkie? Ludzkie – i za to też go podziwiam. Jutro pędzę do N. na 7:40 i proszę Was bardzo o kciuki, bo jeśli nie będzie już pęcherzyka, to transfer mógłby się odbyć w sobotę, a nie ukrywam, że taka konfiguracja odpowiadałaby nam najbardziej 🙂