criotransfer

Bo ja lubię chodzić do Lekarza – 15 d.c.

Pęcherzyk jeszcze nie pękł, a to oznacza, że jutro czeka mnie wyprawa numer dwa (w tym tygodniu rzecz jasna).

Dzisiejsza wizyta była całkiem udana. Co prawda Doktorek  zapomniał, że mnie zapisał jeszcze przed ósmą, ale czekałam dzielnie i się doczekałam. Tak w ogóle, to na Niego ciężko się pogniewać. I co z tego, że spieszyłam się do pracy, i co z tego, że czekałam od dwudziestu minut, kiedy Pan Doktor tak ładnie i szczerze powiedział: „Przepraszam, zapomniałem, że się z Panią umówiłem przed standardową godziną”. No nie ludzkie? Ludzkie – i za to też go podziwiam. Jutro pędzę do N. na 7:40 i proszę Was bardzo o kciuki, bo jeśli nie będzie już pęcherzyka, to transfer mógłby się odbyć w sobotę, a nie ukrywam, że taka konfiguracja odpowiadałaby nam najbardziej 🙂

Reklamy

13 d.c. – przed wizytą

W czwartek 11 d.c. byliśmy u Doktorka. Wizyta przebiegła, jak zwykle z dużą dawką humoru, a co najśmieszniejsze – nie skupiałam się podczas niej na transferze, tzn. ustaliliśmy, że podchodzimy teraz do crio, ale gdy lekarz mówił o kolejnej (zaplanowanej na dziś) wizycie narzekałam, że to po imprezie u kumpla, że po południu w sobotę pracuję i jak tu znaleźć optymalną godzinę…

Poza tym Mój M. zapytał o łączenie alkoholu z lekami, więc Doktor stwierdził, żebym Encorton zaczęła brać w sobotę, po imprezie i zalecił lampkę wina (powiedzmy, że podwoiłam dawkę).

Z ciekawostek – musiałam powtórzyć część badań, bo ostatnie robiłam już jakiś czas temu, kompletnie się tego nie spodziewałam.

Dziś kolejna wizyta, po niej jadę się rozwijać artystycznie, ale o tym innym razem 🙂