Jak tu pusto

Jak tu pusto. Nie widać i nie słychać mnie samej.

Krótki raport, co u nas.

A. ma już rok. Konkretnie rok i dwa i pół miesiąca. Czas płynie. Dopiero odkąd jest z nami poczułam wyraźnie, co oznacza przemijanie. Wizja upływu czasu towarzyszy mi non stop. Ale nie przeraża. Raczej przypomina, żeby chłonąć, czerpać garściami z życia, bo krótkie jest. Wpadłam w stan absolutnego zachwytu życiem. Fajnie. Czasem ciężko, ale fajnie (podziwiam rodziców bliźniąt, serio).

U nas zmiany, zmiany.

Pierwszą z nich jest fakt, że wróciłam do pracy. Małą w tym czasie opiekuje się tata. Ile ja się nasłuchałam życzliwych tekstów typu: „skoro możecie sobie na to pozwolić…”. Ja nie wiem, czy możemy, czy nie. Okaże się. W każdym razie postanowiliśmy spróbować. M. zachwycony czasem spędzanym z córką, ja trochę zazdrosna, gdy wychodząc z domu słyszę „papa” i trzask drzwi (zero lamentów, płaczu, utyskiwania). Oczywiście rozum bierze górę. Cieszę się, że M. opiekuje się Małą. Widzę, jaka relacja się między nimi tworzy. Miło na to patrzeć. Chociaż trochę żal, gdy Mała woli wieczorem zasypiać z tatą niż ze mną. No ale biorę to na klatę. I tak nie zastąpi jej matki :).

W pracy początkowo czułam kompletny bezsens. Teraz jest lepiej. Głównie z uwagi na ilość rzeczy do ogarnięcia.

Co więcej. Po cichu, powoli przygotowujemy się do crio. Jest szansa, że w najbliższym cyklu będziemy próbować. Podchodzę do tematu sceptycznie, bo i statystyka jest nieubłagana – transfer zarodka klasy 3CC daje szansę powodzenia na poziomie 10%-15%. I mało i dużo. Próbuję się nie nastawiać, ale przerabiałam już to kilka razy – wiem, że będzie podobnie. Jazda bez trzymanki – nie mogę się doczekać.

Z drugiej strony chcemy już wiedzieć. I zastanowić się, co dalej.

I stoję przed dylematem, co zrobić  z blogiem. Bo mało mnie tu, jak widać. Tematyka wciąż krąży w głowie, ale jednak czas skurczył się strasznie. I sama nie wiem. Dopóki nic nie wymyślę, to pewnie będzie sobie w sieci. Choć czasem mam obawy, że zostanę „namierzona” – wiem, brzmi strasznie. Jakbym podjęła się jakiegoś haniebnego czynu, a tak przecież nie jest. Ale mam kłopot, że ktoś skojarzy moją historię z tą z sieci, połączy fakty i przestanę być anonimowa. A chciałabym, bo to dość intymne pisać o sobie. No sama nie wiem.

 

Reklamy

5 comments

  1. Jestem tego samego zdania co Wężon. Nie znikaj kochana… często wchodzę, sprawdzam czy coś napisałaś. Twoja historia zakończona happy endem jest wzorem dla nas i nadzieją na to, że wkońcu się udaje.
    Nie przejmuj się innymi. Na nasze blogi wchodzą raczej osoby zainteresowane tematyką niepłodności. A to chyba nie wstyd… choroba jak każda inna.
    Mam nadzieję, że te Wasze słabe C okaże się jednak mega silne i zostanie z Wami.
    Pisz kochana, bo czekamy na wieści ☺

  2. Ja też odkąd mam dzieci z przerażeniem dostrzegam przemijanie. Bardzo namacalnie i dotkliwie. Przeraża mnie to.
    Nie znikaj, ale daj sobie czas. Ja też miałam taki stan, jak Ty. I choć też czułam, że na moim blogu pusto i że nie ma mnie – wróciłam. Dla siebie i dla innych, bo jeżeli jest chociaż jedna osoba, która tu w blogowym świecie na Ciebie czeka…to chyba warto, nie? 🙂
    Ściskam :)))
    Moja A. ma już 15 miesięcy, a ja wracam do pracy za 2 miesiące. Jestem przerażona póki co…

  3. Magda,
    Strasznie długo Cię nie ma już…. Zaglądam czasami… Zastanawiam się czy kiedyś wrócisz…. Przesyłam dobre myśli i ciepłe wiosenne fluidy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s