Miesiąc: Czerwiec 2016

Spóźniony Dzień Matki i Córki

Kilka (update: kilkanaście) dni temu pierwszy raz po drugiej stronie brzucha świętowałam dzień matki. Zaczęło się dość niefortunnie, bo Mała zaliczyła upadek i ryk był nie z tej ziemi. Na szczęście poza ogromnym siniakiem na czole nic się nie stało. Jak tylko A. się uspokoiła, M. wyszedł z nią na chwilę, żeby wrócić z bukietem kwiatów i laurką (z laurką zaliczył dzień wcześniej małą gafę, bo gdy wieczorem wróciłam do domu, to leżała na kanapie – biedak zapomniał schować w tym ferworze wieczornej opieki nad córcią). W każdym razie dostałam laurkę z odrysowaną rączką naszej córki (wierciła się, więc wyszły cztery palce). Później pojechaliśmy do naszych mam, gdzie było rodzinnie i szybko.

Ostatnio ciągle tak jest. Na dobrą sprawę nie miałam jeszcze szansy usiąść i pomyśleć o swojej nowej roli. Jak się z nią czuję, itp., itd. Hmm, tak, jakbym od zawsze nią była, tzn. mamą. Ok., zdarza mi się myśleć o tym, że mogłabym coś lepiej robić, bardziej się skupiać na zabawach, wymyślać różne rzeczy, ale na dobrą sprawę nie myślałam o tym, jaką matką jestem dla A.

Staram się być matką. Po prostu. To A. kiedyś opowie, jaką mamą dla niej byłam.

Kilka słów do A.

Córeczko,

Zdarza mi się przy Tobie płakać. Przyglądasz mi się wtedy uważnie, ale ze spokojem. Ty rozumiesz, gdy Ci opowiadam, że te łzy są łzami wzruszenia, a nie smutku, że płaczę, bo jestem bardzo szczęśliwa, że jesteś z nami. Ostatnio podczas czytania książek włączyłam w tle koncert Olafura Arnaldsa. Wsłuchiwałaś się w dźwięki intensywnie, a mi spłynęło kilka łez. Włączaliśmy z tatą ten koncert, gdy jeszcze byłaś w brzuchu, gdy na Ciebie czekaliśmy, później, gdy już się urodziłaś. Nasłuchiwałaś wtedy przytulona do mojej piersi, czasem zasypiając. A ja upajałam się tą niczym niezmąconą błogą chwilą.

Wiesz Kochana, kiedyś zawsze mówiłam, że jedyne, czego chcę jeszcze doświadczyć przed śmiercią to macierzyństwo. Że jeśli urodzę dziecko, doświadczę tej miłości, to będę mogła umrzeć spełniona. Wybacz, ale myślałam wtedy głównie o sobie. Nawet nie wiedziałam, jak bardzo zmienię się, kiedy się pojawisz. Dziś już wiem, że do pełni spokoju i szczęścia potrzebuję wprowadzenia Cię w dorosłość, w samodzielność.

Uwielbiam patrzeć, jak z dnia na dzień stajesz się coraz bardziej dorosła i samodzielna. Z jednej strony żal tego, co za nami, bo to już nie powróci, ale przecież tak wygląda życie. Więc napawam się tą niesamowitą energią, jakiej mi dodajesz każdego dnia. Każdym sukcesem i porażką, każdą chwilą.

Dziękuję, że mogę być Twoją mamą.

 

Reklamy