Cicho sza…

Zamilkłam. Sama nie wiem, dlaczego. A może próbuję sobie wmówić, że nie wiem.

W temacie transferu wydarzyło się w sumie niewiele. Nadal karmię Małą, która nie należy do specjalnie zainteresowanych poznawaniem nowych smaków, a stare nie przypadły jej szczególnie do gustu. Najbardziej lubi mleko. I chyba żyje miłością, bo mam wrażenie, że wszystkie urodzone po niej wcześniaki już dawno ją wyprzedziły wagowo. Taka nasza Mała jest mała – mieści się między 5 a 10 centylem. Uwielbia mleko i nie planuję jej go pozbawiać, chociaż pewne decyzje życiowe wkrótce ograniczą jej dostęp do mlecznego raju.

Karmię Małą, więc z transferu póki co rezygnujemy. Szykuje się mój wielki powrót do ukochanej roboty… Nie chcę tego, ale analiza budżetu mówi sama za siebie: nie mamy wyboru. Tak, jakby ktoś myślał, że na IVF decydują się tylko ci, co ich na to stać.

No i nasza sytuacja przed powrotem do pracy nie przedstawia się zbyt obiecująco. Mała jest na 600 miejscu na liście w kolejce do żłobka państwowego. Więc tak: nie załapiemy się na 500+, bo mamy jedno dziecko, Młoda nie dostanie się do państwowego żłobka, bo nie jestem samotnie wychowującą dziecko mamą, Mała nie ma rodzeństwa, nie mamy założonej Niebieskiej Karty, itd., itp. Więc co? Więc wrócę do pracy, choć będzie to średnio opłacalne, bo dużą część wypłaty przeznaczę na prywatny żłobek. Fajnie, nie? Wiem, że wiele osób tak ma, więc kończę już z narzekaniem. No ale szlag mnie trafia.

Ok., wyżaliłam się.

Pracę też średnio widzę. Moje znajome siedzą po godzinach. Ja nie mam tego w planach. Wracam na 7/8 etatu i ani chwili dłużej. Z drugiej strony nie chcę teraz szukać czegoś nowego. Nie w czasie, kiedy będę jeszcze karmić.

W związku też średnio. M. wpatrzony w biznesy i w Małą, na mnie już jakoś nie wystarcza mu siły. Zresztą ze mną jest podobnie. Jestem wpatrzona w Małą i w sklep, na resztę nie mam energii. Efekt jest jednak taki, że oddaliliśmy się od siebie. Żyjemy zadaniowo. W kalendarzu mam zapisaną listę rzeczy do zrobienia w domu i w sklepie. Nie ma tam miejsca na np. wspólne obejrzenie filmu. Nasi rodzice mieszkają daleko, więc szansa na pomoc oczywiście jest, ale gdy już się pojawia, to wykorzystujemy ją na zakupy, albo na spotkanie z dostawcą. Dużo się tego zrobiło. I chyba ja się trochę zmieniłam. Nie walczę już o swoje. Nie proszę, żeby wykazał trochę inicjatywy, zaproponował wyjazd we trójkę, wyjście do zoo, gdziekolwiek. W zasadzie czuję się, jak średnio ogarniający organizator życia rodzinnego. Tylko, że już mi się nie chce. Bardzo dużo rozmawiamy o bieżących sprawach, o sklepie, ale nie ma już bliskości. Jest partnerstwo, a raczej instytucja.  Nie wiem, jak będzie później, ale na razie czuję duży dystans do M. Taki chociażby fizyczny.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie wróciłabym za nic do stanu sprzed porodu. A. jest największym darem, jaki otrzymaliśmy od życia. Po prostu mam kryzys w związku. Skomplikowany o tyle, że tylko ja go odczuwam.

Ale żeby nie było tak ponuro, to wczoraj po tym, jak przeszukiwałam internet w celu zakupu roweru, przyśniła mi jazda rowerem. Taka cudowna z wiatrem we włosach i oddychaniem pełną piersią. I zgadnijcie, co się stało :). Mogłam dziś tego doświadczyć. Kupiłam rower i jego poprzedni właściciel przekonał mnie, że przejechanie połowy Warszawy rowerem, nawet po kilkuletniej przerwie, to nic trudnego. A na pewno łatwiejszego niż upchnięcie roweru do bagażnika samochodowego. M. zapakował więc Małą do samochodu, a ja wróciłam do domu na dwóch kółkach. Było ciężko, ale też cudownie. Jechałam przez Wilanów, Mokotów,  Ochotę, Wolę – prawie 20 km. Mogłam poczuć miasto, pobyć z nim zupełnie sama, odetchnąć. Było lepiej niż we śnie.

I jeszcze jedna optymistyczna wiadomość. Moja znajoma lecząca niepłodność od kilku ładnych lat (poznałyśmy się kiedyś w szpitalu podczas badań) jest w ciąży. Wierzę, że tak już zostanie przez 9 miesięcy.

Chaotyczny ten wpis, wybaczcie.

Postaram się wpadać tutaj częściej w najbliższym czasie.

Trzymajcie się Kobietki.

 

 

 

Reklamy

20 comments

  1. Nas zmieniło in vitro.Oddaliliśmy się od siebie.Każda stymulacja okupiona była chłodem, płaczem, mega dołem.Oddalamy się i zbliżamy.Tęsknię za starym, beztroskim życiem, siedzeniem na ławce, jazdą rowerem, rozmowami o czymś innym niż in vitro.Spełniamy marzenia ale nasz świat wywraca się do góry nogami.
    Uwielbiam rower!:)Wiem o czym mówisz!Totalna wolność, endorfiny i totalny spokój;)
    Był czas,że z niego nie złaziłam. Zamierzam do tego wrócić;)
    Pozdrawiam

    1. Każde trudne doświadczenie nas czegoś uczy, ale ja osobiście wolałabym nie przechodzić tej nauki. Myślę, że tak samo jest z każdą z nas.
      Rower polecam, choć rzadko udaje mi się na niego wyjść.

  2. Nie znam ani jednej pary, gdzie pojawienie się dziecka nie zmieniłoby relacji między nimi, po wielkiej euforii zawsze przychodzi zwykła szara codzienność.
    Co, do nowych smaków… im później je wprowadzamy dziecku, tym trudniej jest z ich akceptacją. Gdybym mojemu synkowi nie dawała od początku pełnoziarnistych bezsmakowych kaszek, to teraz w wieku pięciu lat plułby nimi w każda stronę. Karmienie piersią super, extra zdrowe, ale i wygodne, dlatego tak łatwo odpuszczamy dzieciom nowości, bo w końcu z mlekiem matki dostaje tyle dobra, tyle, że przychodzi taki czas, że trzeba jednak otworzyć się i na świat zewnętrzny.

    1. Balbina Malina, nie wiem, czy to było pójście na łatwiznę… Chyba bardziej wyszedł nasz brak doświadczenia. I skoro Mała nie chciała czegoś jeść, to dawaliśmy jej coś innego. Gdy to odrzucała i żądała piersi, dawałam jej. Miała infekcje, myślałam, że to przejściowe. Pomyliłam się. Obecnie z kilku przyczyn jesteśmy pod opieką specjalistów, a Mała ma się „rozjeść”, co oznacza, że karmienie piersią bardzo ograniczyłam.
      Jestem mądrzejsza o kolejne doświadczenia.

  3. Smutne jest to, że często pojawienie się dziecka zmienia relacje w związku…
    Każda po cichu pewnie liczy, że jej to nie będzie dotyczyło, a później przychodzi nie miłe rozczarowanie.
    Najważniejsze, że masz upragnione dziecko 🙂 reszta z czasem się ułoży 🙂
    Rower piękna sprawa 🙂

    1. Kakilife, ja nawet się nie zastanawiałam, jak to będzie z nami po pojawieniu się Małej. W ogóle wtedy nie myślałam o związku :). Czy będą kryzysy, czy nie. Bez dziecka też zaliczyliśmy kilka kryzysów. W tym jeden tuż po ślubie…
      Póki co sytuacja się w miarę unormowała i nie mamy czasu na rozmyślanie o naszym związku… Wiem, błędne koło.

  4. Witaj!

    Zaciskam kciuki za Twój powrót do pracy! Żeby było lepiej niż się spodziewasz. Mamy są świetnie zorganizowane i często bardziej efektywne, właśnie dlatego, że nie mogą sobie pozwolić na elastyczność czasową. Nie tracą czasu i w te 7/8 często robią więcej niż pozostali na pełnym etacie. Życzę Ci, żebyś jak najszybciej odnalazła się w nowej rzeczywistości! Żeby Cię ten powrót do pracy zaktywizował też na innych polach zamiast przygnębiać/przytłaczać.

    Co do związku… Kryzysy są i będą. Pojawienie się dziecka chyba zawsze go powoduje. Dobrze jeśli para razem próbuje się z niego wykaraskać. Gorzej jeśli walczy tylko jedna strona. Słabo jeśli tylko jedna strona go odczuwa. Sama tego doświadczyłam kiedyś, co prawda bez dziecka, ale doświadczenie podobne. Czułam się… dziwnie. No bo mąż zadowolony, nie widzi problemu, a ja… A ja się zastanawiam czy związek wogóle ma sens. Czułam się z tym fatalnie, jakbym szukała dziury w całym. Kilka miesięcy to trwało. Dużo łez się polało. Miałam nadzieję, że w końcu mąż też zobaczy, że dzieje się coś niedobrego. Nie chciało mi się samej walczyć, więc liczyłam, że on zawalczy. W końcu i jego dopadło. Zrobiło się między nami jeszcze gorzej. Kryzys na cztery fajery;) Wybuch. A potem powolne wracanie do normy. Okazało się, że oboje mamy jeszcze zaskakująco duże pokłady energii:))) Dawno to było. Jak przez mgłę pamiętam, ale pamiętam. Dodaje mi to siły. Wiem, że są sytuacje, które do rozwiązania potrzebują czasu. Doceniam co mam, bo pamiętam, kiedy tego nie miałam. Ech… ale się we mnie refleksje obudziły… Chyba za bardzo się rozpisałam.
    Chciałabym mieć jakąś pokrzepiającą puentę… Ale nie przychodzi mi żadna do głowy. Życzę Ci, żeby ten zmieniony stan Waszego związku zmieniał się dalej, do takiej formy, która będzie dobra dla Was obojga!

    1. Uczuciowa, dziękuję Ci za ten komentarz. Widzisz, ja teraz odpuściłam myślenie o związku, bo musiał mi się włączyć jeszcze bardziej tryb zadaniowy.
      Coś tam się zmienia, widzę, że M. jak ma trochę siły i czasu, to się stara: jakieś kwiaty, pomysł wyjazdu (chyba pierwszy raz w życiu). Myślę, że się dogadamy 🙂

  5. IVF zmienia całe nasze życie już nic i nikt nie będzie taki jak przed procedurą i myślę że demony niepłodności zawsze gdzieś w Nas pozostają niestety.
    Ps.Z dobrych wieści jesteśmy po transferze 07.05 blastusi i czekamy na betę którą planuję 16.05.
    Marzy nam się rodzeństwo dla K.

  6. Miałaś częściej bywać, a już prawie dwa miesiące od wpisu minęły, miesiąc od Twoich komentarzy.
    Jak sytuacja? Mała odstawiona i zdrowa? Planujesz już transfer, czy na razie za dużo innych zadań?

    1. Wiem, kiepsko mi wychodzi… Mała nadal na mleku, czekamy na wizytę u lekarza i zobaczymy, co dalej. Na razie odpuściliśmy temat transferu, bo za dużo innych kwestii.

  7. Pytasz mnie co dalej…dalej
    Był znów transfer 09.06 i …porażka.
    Beta z dziś <0.1
    Dla nas to oznacza definitywny koniec z kliniką,zamknęliśmy ten rozdział.Teraz pozostaje nam liczyć na naturalny cud.

    1. Tak mi przykro Malinko :(. Rozumiem Waszą decyzję o zamknięciu tego rozdziału, choć domyślam się, że była trudna. Pamiętaj, że cuda się zdarzają. Życzę Wam tego cudu z całego serca. Ściskam :*.

  8. Mamy cud który ma już 14 tygodni,jeszcze nie wiemy czy syn czy córka ale to mało ważne.K.będzie mieć rodzeństwo a to najważniejsze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s