Miesiąc: Październik 2015

Głowa puchnie

Już jakiś czas temu zastanawiałam się nad telefonem do kliniki. Pierwszy raz zadzwoniłam tam jakiś miesiąc temu – powiedzieć, że Malutka zdrowa, że poród w porządku – myślę, że te statystyki są bardzo ważne dla klinik leczenia niepłodności.

Już wtedy drżałam podczas rozmowy. Bałam się powrotu tam, emocji z nim związanych. To niewyobrażalne, że mimo obecności córki w naszym życiu nadal pozostaje ten lęk. I wiem, że lęk wynika też z tego, że jeszcze nie skończyliśmy. Że jeszcze na pewno tam trafimy.

Rozmawialiśmy długo o tym, kiedy wrócimy po naszego Mrożaczka. Zdecydowaliśmy, że pod koniec mojego urlopu macierzyńskiego.

Musiałam zadzwonić do Doktorka i z nim to omówić. Znowu milion emocji… Bo wiem, co nas czeka. Niepewność jest przytłaczająca. Odważyłam się wczoraj. W zasadzie to był mój pierwszy kontakt z doktorkiem od czasu naszej ostatniej wizyty (bodajże serduszkowej). Podziękowałam Doktorkowi za to, co dla nas zrobił. I powiedziałam, po co dzwonię. Po porodzie naturalnym właściwie możemy podejść już w lutym do crio. Jest tylko jedno „ale” – muszę odstawić Małą od piersi. Na ten moment nie jestem w stanie. Myślę, że przełożymy podejście gdzieś na marzec, kwiecień. Chyba, że wtedy też uznam, że nie dam jeszcze rady.

Dziwnie się czuję. Z jednej strony chciałabym już podejść do crio, z drugiej strasznie się boję. Dziś zaczęłam zastanawiać się poważnie nad naszą motywacją do zostania rodzicami kolejny raz. I udało mi się to dość jasno wyklarować. Nie chodzi o mnie, nie chodzi o M. My jesteśmy teraz przeszczęśliwi i to szczęście nas pochłania. Chodzi o Małą. Chciałabym, żeby doświadczyła miłości siostrzanej/braterskiej, żeby poznała tę niesamowitą więź, jaka wytwarza się przez całe życie. Dotarło to do mnie wczoraj wieczorem. Gdy rozmawiałam z siostrą o naszych relacjach z pozostałymi siostrami powiedziałam wprost: „Wiesz, może różnimy się światopoglądowo, może teraz niewiele mnie z nimi łączy, ale gdyby działo im się coś złego, to wskoczyłabym za nimi w ogień”. Otworzyło mi to oczy.

To silna więź. Nie chciałabym, żeby A. nigdy jej nie doświadczyła. W sumie bardzo się tego boję. Bo nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nasza Mała powie, że chciałaby siostrzyczkę lub braciszka. Dla niej będzie to pierwszy sygnał, że mogłoby być inaczej. Chciałabym dać jej to „inaczej”.

Pod wpływem tych przemyśleń pojawiły się kolejne. Mamy jeszcze zapas pomysłów – nasz Mrożaczek, ewentualnie kilkanaście zamrożonych komórek. Ale gdyby się nie udało nie wykluczam też podejścia do kolejnej procedury. Nie wykluczam adopcji. Oczywiście to nie jest tak, że drugie dziecko chciałabym mieć tylko z uwagi na córkę. Zawsze zależało mi na dużej rodzinie, ale poradziłabym sobie  psychicznie z niepowodzeniem. To chyba dlatego, że czuję, że już spotkał nas ogromny cud.

Dziś M. spojrzał na rozkoszną A. i powiedział: „I pomyśleć, że ona jest w naszym życiu tylko gościem”. Tak, my w tym życiu też jesteśmy tylko gośćmi. Dlatego warto celebrować każdy zwykły-niezwykły dzień.

Reklamy

Cztery miesiące

Tyle dwa dni temu skończyła nasza córka. Kiedy to zleciało? Pojęcia nie mam.

Po czteromiesięcznym kiszeniu się we własnym sosie polegającym głównie na zachwycaniu się macierzyństwem nadszedł czas na zmiany. Po pierwsze zaczęłam kurs krawiectwa. Ciężko powiedzieć, jak to się skończy, bo miałam dopiero jedne zajęcia, ale jestem bardzo podekscytowana i mam już w głowie pomysły na pierwsze wspólne kreacje 😉

Wyszłam wreszcie z domu (nie na spacer z córką, nie po zakupy, nie do pizzerii pod blokiem i nie na kurs szycia). Brzmi pewnie dziwnie, ale sama nie wiedziałam, jak trudne psychicznie może być dla świeżo upieczonej matki umówienie się w centrum miasta wieczorem. Przeżyłam i nawet nie sprawdzałam co pięć minut telefonu – jestem z siebie dumna. Teraz będzie mi już tylko łatwiej 🙂

Od listopada zaczynam chodzić z przyjaciółką na siłownię. Aa, i jeszcze jedno – zapisałam się na jazdy doszkalające, żeby przełamać swój opór przed jadą samochodem.

Myślałam, że urlop macierzyński to przede wszystkim dziecko, a okazuje się, że przy odpowiedniej współpracy z M. jest to też świetny czas dla siebie.

Teraz najważniejsze – Mała jest cudowna. Uwielbiam jej oczy, uśmiech, zapach. Uwielbiam, jak zasypia przytulona do mojej piersi. Uwielbiam, jak śmieje się w głos, gdy ją łaskoczę, albo gdy wspólnie przeglądamy się w lusterku 🙂

A Ona coraz doroślejsza, coraz bardziej ciekawa świata. Bardzo lubi obserwować ryby w akwarium, na kota też czasem zerka. Rozmawia już intensywnie (zwłaszcza w przerwie na karmienie). Znacie słowo „opa”? A gdy zasypia wpatruję się w nią i chłonę chwilę z bananem na twarzy. Przerywa wtedy zerkając na mnie trzeźwo przez moment, żeby sprzedać mi najpiękniejszy bezzębny uśmiech świata 🙂

Jesteśmy w Małą wpatrzeni jak w obrazek, a ona w nas. Cudowny czas.

I tylko wyniki dzisiejszych wyborów wywołują niepokój… Czy finansowanie IVF będzie jeszcze w ogóle możliwe?

Pierwszy rok naszej córki

Tak, dokładnie rok temu w Klinice Novum powstało nowe życie. Wtedy jeszcze nie wierzyliśmy, że zostanie z nami. Zostało. Na początku było Maleństwem widocznym jedynie pod mikroskopem, później zobaczyliśmy rytmicznie bijące serduszko. Błagaliśmy, aby zostało z nami, drżeliśmy na każdym etapie. I jest. Śpi słodko w swoim łóżeczku. Jest całym naszym życiem. Wzruszająca ta jesień.

Córeczko, masz już rok. Życie nabrało sensu. Kocham Cię.