Miesiąc: Czerwiec 2015

Czekania ciąg dalszy – jedyna pewna data 26.06

Skoro córcia jeszcze się do nas nie wybiera, postanowiłam zafundować sobie Spa. Najpierw godzinna kąpiel w towarzystwie ulubionego radia (to nic, że leciała akurat audycja na temat motoryzacji), a po niej maseczka nawilżająca. Kiedy ja tak korzystałam z uroków własnej łazienki? Nie wiem, ale przypomniało mi się, że pewnie będę miała wkrótce przerwę niezupełnie zależną ode mnie, co podziałało bardzo motywująco.

Po południu idziemy do ulubionej knajpy, może też na jakiś spacer. Może przyspieszyłby sprawę. Naprawdę chciałabym już urodzić. Ale, ale czekamy i pocieszamy się, że jeśli nic nie wydarzy się przez najbliższy tydzień, to i tak idziemy do szpitala 26 czerwca.

Słuchamy też sobie wpadającej w ucho Missy Higgins:

I bujamy się w rytm muzyki 🙂

Tylko kot jakiś nieprzytomny – odsypia pewnie czasową separację, ale i tak jest lepiej niż kilka dni temu, gdy drapał w drzwi sypialni rano i wieczorem i miał wiele objawów somatycznych. Zobaczymy, co będzie dziś.

Reklamy

Na finiszu, ale jeszcze przed metą

Odkąd skończył się 37 t.c. coś jakby mi się w głowie przestawiło. Ok., miewam obawy związane z porodem, ale przede wszystkim chcę, żeby on nastąpił już. Bo na co tu czekać? Ciąża donoszona, Mała znowu taka mała nie jest, walizka spakowana – bardziej gotowa na poród i tak już nie będę.

Wcześniej się śmiałam, że zostało jeszcze umyć okna, żebyśmy byli w pełni gotowi, na co M. odpowiedział błyskawicznie, bo jak stwierdził – „Jak nie zdążę, to zrobisz z tego anegdotę na całe życie”. No i stało się – okna nie są już przeszkodą. Swoją drogą – okna umyte, znaczy można rodzić – ciekawe, co na taki związek przyczynowo-skutkowy powiedzieliby spece od logiki? Na szczęście logika ciążowa pod standardową nie podchodzi. Tak, jestem gotowa.

Ostatnio, tj. jakieś dwa tygodnie temu okazało się, że zostałam słodką mamuśką i musiałam przejść na dietę cukrzycową. Cóż, spodziewałam się tego już na początku ciąży, ale skoro glukoza po obciążeniu wychodziła w normie, to nie pilnowałam się specjalnie. A przed samą diagnozą to już popłynęłam  – głównie z lodami i jasnym pieczywem. Tak, czy inaczej koniec z tym. Kłuję się w palec 4 razy dziennie i sprawdzam poziom cukru w organizmie, sprawdzam ciała ketonowe w moczu i co tydzień chodzę na ktg. W tym momencie ryzykiem jest, że Mała będzie za duża, ale z kontrolą posiłków powinno być ok. Zresztą zobaczymy dziś. Bo dziś mamy wizytę u naszego Doktorka – no ciekawość mnie zżera, zwłaszcza, że wczoraj wieczorem pojawiły się już silniejsze skurcze przepowiadające i byliśmy pewni, że noc spędzimy w szpitalu, a tu ani widu ani słychu.

Na wszelki wypadek odkąd zakończył się 37 t.c. uskuteczniamy dopuszczalne i polecane przez naszą położną formy aktywności mogące wpłynąć na przyspieszenie porodu. Nie sądziłam, że będzie mi się jeszcze chciało z takim brzuchem uprawiać seks, ale chyba podświadomie już chcemy zobaczyć naszą Córkę i nacieszyć się jeszcze trochę sobą – wszak wkrótce połóg i abstynencja seksulana.

To tyle u nas.

Mam jeszcze ogromną prośbę do Agi z bloga Bociandrogezgubil.blogspot.com. Aguś, gapa ze mnie i oczywiście nie wyrobiłam się z prośbą o kluczyk. Czy mogę Cię o niego prosić? Nie wyobrażam sobie nie wiedzieć, co u Ciebie i nie towarzyszyć Wam w Waszej drodze ku szczęściu. Mój mail: wyspawa@gmail.com. Będę bardzo wdzięczna za możliwość obserwacji Waszej historii (z happy endem oczywiście) 🙂

Waga ciężka – odczucia z 37 t.c. i kilka słów do Małej :)

Będąc w sobotę w Ikei z zazdrością zerkałam na żwawe przyszłe mamuśki – szczupłe, kobiece, jedynie z okrągłym brzuchem. Też tak miałam, nawet jeszcze miesiąc temu – nie byłam co prawda szczupła, ale nie odnotowywałam problemów z przemieszczaniem. Teraz ruszam się jak słoń, a stopy coraz częściej przypominają pulchne kulki, widocznych kostek brak. W nocy potrafię budzić się po kilka razy – każda próba zmiany pozycji sprawia już duży ból. Do tego po odstawieniu magnezu pojawiają się pierwsze skurcze macicy, tzw. przepowiadające. Myślę, że ten dzień jest już coraz bliżej. Zresztą obcy ludzie też tak myślą. W sklepie zaczepiła mnie jakaś kobietka z dzieckiem mówiąc, że to już chyba finisz. Chyba tak 🙂 W poprzednim tygodniu kilka razy zostałam przepuszczona w spożywczym, a pan w banku nie stosował technik nagabywania mnie na ekstra promocje. Tak jakby każdy bał się, że przy nim urodzę. Poza tym jakiś czas temu śniło mi się, że zwiedzałam jakieś piwnice – weszłam tam bez problemu, ale niestety z wyjściem był problem – zaklinowałam się. Na szczęście odzywający się pęcherz wyrwał mnie z tego koszmaru 😉

M. skręcił meble do pokoju Małej. Plan był taki, że jak się wyrobimy to pokój kończymy, a jak nie to nic się nie stanie, bo Księżniczka i tak pierwszych kilka miesięcy będzie w naszej sypialni. Ale się udało. Oczywiście trzeba jeszcze posprzątać, dokupić pudła do przechowywania zabawek, poprosić kogoś o uszycie siedziska na szafkę, ale pokój nabiera żywotności. I cieszę się, że zajęliśmy się nim jeszcze teraz, choć „zajęliśmy” to chyba za dużo powiedziane.

Dziś idziemy do lekarza. Doktorek na pewno oszacuje wagę Małej i powie, czy z ciążą wszystko dobrze. Nie dopuszczam do siebie myśli, że coś mogłoby być nie tak.

Kilka słów do Młodej:

Kochanie, dziś Dzień Dziecka – Twoje święto. Bardzo się cieszę, że jesteś z nami. I choć może pierwsza część wpisu na to nie wskazuje, bo użalam się nad swoją fizycznością, to wiedz, że warto przez to wszystko przejść. Bo czuć ruch Twojego ciała we mnie, słyszeć bicie Twego serduszka i móc Cię podejrzeć podczas badania USG to najpiękniejsze, co mnie do dziś spotkało. Czekamy na Ciebie Skarbie. Nawet Kot już nie może się doczekać. Co noc przychodzi do nas uskuteczniając ograniczanie nam miejsca do snu i układa się na wysokości mojego brzucha. Śpimy na boku, więc zwykle Twój tułów styka się z jego 🙂

Kupiliśmy Ci żabo-księcia, królika i grzechotki w kształcie kotów, ale będziesz musiała jeszcze chwilę na nie zaczekać. Wszystkiego najlepszego Córeczko :*