Raport bieżący

Długo nie pisałam. Jest to głównie związane z pracą, do której wciąż hasam (czyt. toczę się), a po niej już z reguły zasypiam albo po prostu ignoruję komputer.

Krótkie podsumowanie tego, co u nas…

Zbliża się remont, więc pakuję powoli manatki, żeby zamieszkać u przyjaciółki. M. z jednoosobowym wsparciem będzie w tym czasie malował mieszkanie. Tak, słyszałam, że nie warto porywać się na remonty przed pojawieniem się Dziecka, bo i tak za chwilę będzie Armagedon, ale umówmy się – to dla nas święto, ogromne święto. Zamieszka z nami długo wyczekiwany Ktoś i planujemy przyjąć Go tak, jak chcemy, a chcemy odświętnie.

Co więcej? Za chwilę zaczynamy szkołę rodzenia. Już kilka razy usłyszałam od teściowej pytanie, czy M. będzie przy porodzie. Oczywiście, że tak – bo chce, bo razem spodziewamy się Dziecka, bo rodzicielstwo to wspólna sprawa, bo w trudnych momentach jesteśmy dla siebie wsparciem. Nie wiem z czego wynikają te pytania. Ostatecznie, to chyba ja będę najbardziej „poszkodowaną” w tej sytuacji – mam fizycznie urodzić Dziecko, a nigdy tego nie robiłam. Więc nie zrozumiem skąd bierze się takie rozczulanie nad facetami związane z ich obecnością przy porodzie. Nikt nie zastanawia się, czy kobieta zemdleje, a  wszyscy rozckliwiają się nad biednymi panami, którzy mogą nie dać rady uczestniczyć w tym pięknym, ale bądź co bądź trudnym dla kobiety doświadczeniu.

Wracając do tematu – M. chce przy porodzie być. Razem biegaliśmy do kliniki niepłodności, razem chodzimy do lekarza na USG Małej, razem będziemy rodzić – o ile rzecz jasna sytuacja na to pozwoli (bo w naszym pięknym kraju przy np. porodzie kleszczowym partnera już chyba być nie może?). Chwała M. za to, że nie ulega w żaden sposób presji otoczenia sugerującego, że jak poród przetrwa, to zyska miano superbohatera.

Odezwała się moja feministyczna dusza. Hmm, podobno kobiety unikają słowa „feminizm”. Dlaczego? To chyba temat na osobny wpis. Tylko krótkie pytanie rzucone w cyberprzestrzeń – czy kobieta spodziewająca się dziecka, planująca spędzić z nim pierwszy rok życia, dodatkowo lubiąca gotować sobie i swojemu mężczyźnie (?) może być feministką? Według mnie tak. Ale na rozwinięcie tej nośnej ostatnio myśli potrzebuję trochę czasu i zdaje się, że nie jest to ten czas.

Tymczasem pozdrowienia od Młodej i oburzonej mamy Młodej (zdjęcie sprzed jakichś dwóch tygodni). Jak widać – rośniemy 🙂

aaaaa2ver.

Reklamy

14 comments

  1. Młoda całkiem, całkiem na tym zdjęciu 😀 (hmm… poczekaj… ile jeszcze do rozwiązania? bo Młoda już chyba mała nie jest?)
    Na remont też bym się zdecydowała, trzeba przecież porządnie powitać Małą, a przez najbliższe 1,5-3 lata pewnie będziecie mieli inne plany (późniejsze się zweryfikują w trakcie 😉 ). Co do porodów się nie wypowiem, bo praktyki nie mam… i nie wiem, czy mojego M. chciałabym widzieć. Powiem jednak, że przy porodzie mojej siostry była nasza bratowa. I mimo iż sama rodziła wcześniej, to tak i tak stwierdziła, że widząc wszystko od drugiej strony inaczej się to przeżywa. (teraz tak myślę, że gdy niedawno ona rodziła, to zdecydowali się na poród domowy… ciekawe, czy miało to związek z obserwacją szpitalnego porodu z innego punktu… muszę zapytać przy okazji). Więc może to nie tylko troska o facetów, ale ogólnie o tych, co to oglądać nie muszą… Ale przecież jeśli oboje tego chcecie, jeśli jesteście wspólnie na to gotowi, to żadne ciotki/wujki/teściowe nie powinny nic na ten temat mówić 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    1. Równoważnia, próbowałam zostawić u Ciebie komentarz na blogu przy okazji procedury, ale pisałam na telefonie i wcięło mi go dwa razy:( U Was pewnie za chwilę będą już wieści. Trzymam mocno kciuki i jestem myślami z Tobą.

      Co do Młodej, to do rozwiązania jeszcze niecałe trzy miesiące. Młoda za duża nie jest, ale brzuch Mamy i owszem 😉

      Z porodem jest tak, że szanuję decyzję każdego, ale męczy mnie, że ktoś za każdym razem dopytuje, czy na pewno M. będzie przy mnie. Decyzję już podjęliśmy – wspólnie i bez osób postronnych.

  2. To Wasza sprawa, czy chcecie być wtedy razem, czy nie i nikomu nic do tego.
    My za pierwszym razem mieliśmy plan, że rodzę sama, ja tak chciałam i mój luby też. Nie wynikało to z tego, że chciałam mu czegoś oszczędzić, czułam, że tak będzie lepiej dla mnie. On zresztą sam też się nie wyrywał. Ale życie wszystko pozmieniało, ostatecznie wylądował ze mną na porodówce wciśnięty w kąt i nie miał jak uciec, bo sytuacja tak szybko się rozwinęła. Choć mój mąż jest ostoją spokoju i opanowania, to jednak było dla niego przeżycie.
    Teraz chciałabym, żeby został ze mną jak najdłużej się da, bo poród to jednak dla kobiety duże przeżycie emocjonalne i ja chciałabym mieć obok siebie kogoś, kto będzie bardziej ode mnie ogarnięty i na kogo będę mogła bezkarnie się powkurzać:)

    1. Domyślam się, że będzie to ogromne przeżycie i dla mnie i dla Męża. Tym bardziej doceniam jego chęci. Tego chyba też nauczyła nas niepłodność – chcemy przez ten moment przejść wspólnie.
      A Twoja historia z porodem – pierwsza klasa. Mam teraz bardzo rozwiniętą wyobraźnię i już zobaczyłam Twojego Męża wciśniętego w kąt sali porodowej, bez możliwości jej opuszczenia 🙂

  3. Uczestnictwo mężczyzny w porodzie powinno byś sprawą pary. Jeśli oboje tego chcą to czemu nie. Oby nic na siłę, bo nikomu to na dobre nie wyjdzie. A że mężczyzn niektórzy traktują wtedy jak bohaterów…hmm taka to „silna” płeć, która czasem już przy katarze „umiera” 😛

    Brzuszek ślicznie rośnie.
    Buziaki Kochane;***

    1. Dzięki Aga :*
      Tylko, że czasem też my – kobiety z nich tą „silną” płeć robimy, tj. wtłaczamy panów w ten schemat (wiem, wiem – to matka)

  4. To chyba nie chodzi o rozczulanie się nad mężczyznami, ale nad seksualno-estetycznym aspektem porodu. Dla rodzących nie ma to oczywiście znaczenia, ale ich partnerom wspomnienia z sali porodowej mogą wyryć się w pamięci, co, niestety, w znacznej ilości przypadków negatywnie odbija się na związku. Poza tym wielu położników mówi o tym, że w obecności partnera rodzące nie mogą totalnie się ‚wylączyć’, oddac w ręce natury, bo przejmują się tym właśnie, jak to wszystko wygląda, przez co poród trwa dłużej.
    Decyzja oczywiście należy do was, ale rozumiem, że mężczyźni nie chcą towarzyszyć przy porodzie i że Twoja teściowa się dopytuje, czy Ty na pewno tego chcesz.

    1. Oczywiście wiem, jakie mogą być negatywne skutki obecności partnera przy porodzie. Też o nich myślałam i też je analizowałam, ale plusów było jednak więcej. A teściowa to pyta mnie, czy M. na pewno chce, a przecież może zapytać jego 🙂

  5. Moim zdaniem remont to bardzo dobry pomysł, bo przecież jakoś trzeba uczcić pojawienie się nowego członka rodziny i przygotować odpowiednią „oprawę” na jego powitanie 🙂 A z tym Armagedonem w mieszkaniu to nie tak od razu – dopiero kiedy dzidzia zacznie być bardziej mobilna, więc macie jeszcze parę miesięcy, żeby nacieszyć się na przykład świeżo pomalowanymi i nieskazitelnymi ścianami, zanim zostaną one wyciapane przez małe, brudne paluszki 😉

    Wprawdzie nigdy nie rodziłam, ale kiedy jeszcze miałam nadzieję na ciążę i przygotowywałam się na taką ewentualność, byłam zdania, że za żadne skarby nie wpuściłabym swojego M. na salę porodową. Po pierwsze dlatego, że wolałabym w takiej sytuacji nie być oglądana nawet przez lekarzy (gdyby nie fakt, że ich obecność jest akurat niezbędna), a po drugie dlatego, że M. pewnie panikowałby jeszcze bardziej niż ja i doprowadzałby mnie swoją histerią do szewskiej pasji 🙂 Niemniej jednak nie mam nic przeciwko rodzinnym porodom, jeśli ktoś ma na takowy ochotę 🙂

    1. Pocieszyłaś mnie z tym Armagedonem. Póki co próbujemy sobie poradzić z uprzątnięciem mieszkania po remoncie…

      A co do porodu, to rozumiem i szanuję. Każdy ma inaczej 🙂

  6. Przeczytalam wczoraj całość. Jestem dopiero na starcie 😦 umówiłam sie na pierwsza wizytę w Novum na 13 kwietnia. In vitro to chyba nasza ostatnia szansa. Brałam leki na owulacje prawie rok o pół roku za długo. Jestem już zmęczona tymi staraniami wszystko kręci sie wkoło ciąży. W czerwcu kończe 37 lat i już tracę nadzieję 😦 Jak sie nie uda in vitro to odpuszczam albo zwariuję. Logistycznie też nie bedzie łatwo bo nie mieszkamy w Polsce do kliniki będe dojeżdżać z Poznania.
    Mam pytanie jak długo trwało zrobienie wszystkich badań do in vitro? Słyszałam że na genetyczne czeka się bardzo długo?

    Wam kochani serdecznie gratuluje, nawet nie mogę sobie wyobrazic jak szczesliwi musicie być 🙂

    1. Witaj Lucyna!
      Widzę, że jesteś już zmęczona Waszą drogą do Maleństwa, ale na pocieszenie mam dobre wieści – nie jesteście na starcie. Wiecie już, że in vitro jest szansą, macie jedną wizję tego, że to kolejny etap – wbrew pozorom to bardzo dużo.
      Odpowiadając na Twoje pytanie, to zrobienie wszystkich badań zajęło nam jakieś 2-3 miesiące, ale pewnie udałoby się szybciej, tylko dostaliśmy informację z Novum w listopadzie, że do końca roku nie ma już szans na program ministerialny, więc nie spieszyliśmy się za bardzo. Szukaliśmy w internecie, gdzie można wykonać badania genetyczne w ramach NFZ i dzwoniliśmy tam pytając o czas oczekiwania. Udało nam się w około miesiąc po telefonie dostać do WM Center na badania, ale niestety już nie wykonują badań genetycznych (zadzwoniłam tam dziś, żeby to jeszcze sprawdzić).

      Niezależnie od tego, ile zajmie Wam zrobienie wszystkich badań – jesteście już naprawdę daleko. A in vitro się udaje, czego jestem chodzącym przykładem 🙂
      Życzę Wam dużo siły i wytrwałości w drodze do Maleństwa. Czas procedury nie jest łatwy, ale warto przez ten czas przejść, bo on Was przybliży do Waszego Szczęścia.

      Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, miała jakieś pytania, wątpliwości – jestem. I trzymam kciuki za najbliższą wizytę w Novum.

  7. Hej Kochana,właśnie przeczytałam całego bloga,wzloty i upadki , ale na końcu drogi jak widać jest światełko.Ja dokładnie przechodziłam to samo rok temu.Mój transfer był we wrześniu i udało się za pierwszym razem,termin też miałam na czerwiec , ale moja malutka się pośpieszyła i przyszła na świat w maju.Teraz będzie miała już niedługo 11 m-cy,a ja zaczynam walkę o nowego dzidziusia,nasze śnieżynki czekają na nas.Liczę na transfer pod koniec miesiąca.

    1. Hej SzalonaFionka!
      Gratuluję 11-miesięcznego Szczęścia 🙂
      Przed Wami kolejne podejście. Ja też już czasem myślę o naszym – czeka na nas jeden Mrożaczek.
      Trzymam kciuki za najbliższe podejście. Oby Wasza Malutka doczekała się rodzeństwa, a Wy kolejnego Szczęścia w domu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s