Miesiąc: Styczeń 2015

Hormony, hormony

Jestem, żyję, jak widać  trochę w niedoczasie.

W zeszłym tygodniu byliśmy na koncercie Raz Dwa Trzy. Było cudownie. Oczywiście płakałam ze wzruszenia. Zresztą często płaczę ostatnio – gdy się śmieję, gdy się smucę i gdy jestem wzruszona, a wszystko może się wydarzyć w przeciągu godziny. Biedny M. nie nadąża za tymi zmianami, ale dzielnie je znosi.

Do Młodego/Młodej (niepotrzebne skreślić):

Podczas ostatniej wizyty u lekarza pierwszy raz Cię usłyszeliśmy – piękny jest odgłos bicia Twojego serca. Mogłabym go słuchać bez końca. Doktorek bezskutecznie próbował ustalić Twoje imię. Nieładnie tak się pośladkami wypinać do Rodziców. Aż się boję, co będzie później 😉 No nic poczekamy do kolejnej wizyty.

Pewnie nie będziesz pamiętać, więc wiedz, że zaliczyłeś już swój pierwszy w życiu koncert 🙂 Raz Dwa Trzy – nie wiem, czy to Twoje klimaty, ale póki co nasze klimaty muszą być i Twoimi. Później będziesz słuchać tego, czego zechcesz 🙂

Tymczasem z utęsknieniem czekam na pierwszy kopniak, a Twój stonowany zwykle Tatuś bez opamiętania szczerzy zęby do rosnącego brzucha (tzn. do Ciebie) i planuje już wspólne zabawy – głównie klockami Lego.

Reklamy

Jak zostałam celebrytką :)

A bliscy mówili, żeby iść na zwolnienie? Mówili, ale po co. Magda da radę. I daje póki co, choć psychicznie pojawiają się pewne symptomy irytacji. Mój prywatny – publiczny brzuch. W ubiegłym tygodniu  kolega zaczekał, aż będziemy sami i zapytał, czy wszystko ok, znajoma mojej szefowej zapytała przy mnie szeptem, czy jestem w ciąży. Ok, można i tak. Ale dziś? Dziś już było tego za dużo. Bo ja rozumiem ciekawość (poniekąd). Rozumiem, że ludzie lubią żyć życiem innych, ale do jasnej cholery – po to jesteśmy dorośli, uczeni jakiegoś tam taktu, żeby wiedzieć co wypada, a co nie. Dziś nie wypadało. Ale to nie przeszkodziło mej znajomej w publicznej kuchni pracowniczej, w obecności moich koleżanek z pokoju złapać mnie za brzuch i zapytać: „Kopie?” Hmm, szczęśliwie ciąża  nie odebrała mi jeszcze jasności umysłu i szybkiego reagowania na takie zaczepki – to się chyba nazywa celebrycki instynkt 😉

Zapytałam, czy napisałam jakiegoś maila do wszystkich w biurze, w którym się chwaliłam ciążą. Stwierdziła, że to telepatia, na co odpowiedziałam pytaniem, czy w takim razie ją kopie. „-Nie.” „-Mnie też nie”. Postanowiłyśmy z koleżankami opuścić lokal – one wiedzą, że się spodziewam dziecka, ale przecież nie musiały… Żenada – pomyślałam i postanowiłam zignorować. Ale czekała już na mnie wiadomość w outlooku z przeprosinami. Ok., przemyślała – odpisałam krótkie „-spoko”. I tu nastąpiło kolejne przegięcie – znajoma napisała w formie pytającej, że ma nadzieję, że spodziewam się dziecka, czy popełniła taką gafę. Postanowiłam zostawić ją z tym pytaniem samą. Nie odpisałam. Bo przepraszam, jeśli jestem, to nic się nie stało, a jeśli nie – to gafa? Nie ogarniam. Mój brzuch, moja sprawa. I to naprawdę nie jest fajne, gdy ktoś bez pytania łapie Cię za brzuch i coś tam gada. A może powinnam kupić sobie koszulkę z napisem „Don’t touch me”? Albo inną: „1 touch – 5 euro” (i wyprawka gotowa ;))

Sprawa do przemyślenia.

Tymczasem dobranoc. Jutro, właściwie dzisiaj, kolejny intensywny dzień – będziemy się szkolić z udzielania pierwszej pomocy maluchom.

16 TC a uroki pierwszego trymestru & „In vitro – czekając na dziecko”

Nie jest dobrze, tzn. biorę wszystko na klatę, ale nie spodziewałam się, że w drugim trymestrze poznam uroki „początków”. Kibel i moje intymne z nim zbliżenia: po płatkach z mlekiem, owocach, makaronie, owocach… I tak wkoło. Wczoraj, gdy podczas spotkania ze znajomymi nagle zachciało mi się soku pomarańczowego, M. zaczął gadać szyfrem: „- Kochanie, cytrusy”. Mój brak reakcji jeszcze go zmotywował: „- CY-TRU-SY” – powtórzył rozdzielając sylaby. Zignorowałam Małżonka, pragnienie było zbyt silne. Żal przyszedł kilka godzin później, po fakcie.

I tak oto w szesnastym tygodniu ciąży poznaję uroki pierwszego trymestru. Bliżej mi teraz do kota I. niż do tryskającej życiem ciężarówki. Objawy zamiast minąć właśnie się nasiliły. Ok, poza porankiem i wieczorem czuję się całkiem nieźle – wróciłam nawet do pracy, ale no umówmy się – z M. spędzam czas raczej wieczorami, gdzie narzekam na ekscesy żołądkowe i na permanentny ból mięśni. M. choć wciela się dzielnie w rolę nadwornego masażysty i czasem kucharza (bo na samą myśl o otwarciu lodówki mam mdłości), to ma mnie już chyba trochę dosyć. W każdym razie oboje chcieliśmy być w tym miejscu, więc oboje musimy sobie radzić 🙂

Tyle o moim marnym samopoczuciu, ale jeszcze jedną kwestię chciałam poruszyć.

Pamiętacie film dokumentalny: „In vitro – czekając na dziecko”? Okazuje się, że od dzisiaj w TVP2 można obejrzeć jego powtórki. Skaczę z radości (choć z punktu widzenia fizjologii nie powinnam), bo kanał jest dostępny dla szerszej grupy odbiorców. I jeszcze jedno – myślę, że ludzie często nie zdają sobie sprawy, że niepłodność to choroba; nie wiedzą też na czym IVF polega, więc program jest dużym krokiem w kierunku uświadamiania. Sama oglądałam go rok temu. W momencie, gdy dowiedziałam się, że będziemy do IVF podchodzić nie wiedziałam za bardzo, jak procedura wygląda krok po kroku. Czytałam, wchodziłam na Naszego Bociana, ale dopiero zetknięcie się z programem unaoczniło mi przez co będziemy przechodzić i jakie emocje będą nam towarzyszyły. Każdy odcinek przeryczałam, ale też dużo zyskałam.

Niżej zamieszczam linki do rozmów z dwoma parami, które uczestniczyły w programie. Tak się cieszę, że im się udało… i płaczę ze wzruszenia. Zachęcam Was do oglądania:

http://pytanienasniadanie.tvp.pl/18282665/zaplodnienie-in-vitro-wciaz-wzbudza-wiele-emocji

http://pytanienasniadanie.tvp.pl/18333370/gdy-nie-mozesz-zajsc-w-ciaze

Ciocia S. i słów kilka do Młodego Człowieka

Po pierwsze dziś był dobry dzień. Zaczął się od zakupów w H&M w dziale z odzieżą ciążową, poprzez wybór materiałów w Ikei (że przy okazji popatrzyliśmy na pokoje dziecięce, spędziliśmy dużo czasu przy zabawkach i wyszliśmy z książką „Księżniczka i zaginione szczęście” to chyba nic dziwnego?) po spotkanie z przyjaciółką – z S.

Przy S. czuję się tak, jakbym była pozbawiona instynktu macierzyńskiego. Serio. Jej euforia związana z naszą ciążą jest wprost nie do opisania. Przykład? Hmm… Rozmowa sprzed dwóch dni: „Mogę ci już kupić skarpetki?” „- Ale mi nie brakuje skarpet :).” „- Oj przecież nie dla Ciebie.”

O tym, że odkąd Maluch zacznie siedzieć, to będziemy dostawać bilety do kina z voucherem na opiekę też nie warto wspominać, bo to przecież normalne ;). I tak razem z sercem, razem z brzuchem rośnie nam Ciocia. A jej radość sprawia, że moje powolne przyzwyczajanie się do „bycia w ciąży” na nowo nabiera rumieńców. Bo to prawda – jestem ogromnie szczęśliwa, że spodziewamy się Dziecka, naszego wyczekanego Dziecka.

A teraz kilka słów do Ciebie Młody Człowieku:

Dziś na dobranoc czytaliśmy Ci nową książkę, bo według mądrych lektur ciążowych masz już uszy na swoim miejscu i nawet jeśli nie zapamiętasz bajki, to powinieneś rozpoznawać ton mojego głosu. Przyzwyczajaj się 🙂 Masz pewnie jakieś 10 cm, ale szczegółów dowiemy się za dwa tygodnie na najbliższej  wizycie u Doktorka. Tymczasem idziemy spać. Jak już pojawisz się po drugiej stronie brzucha zmienimy te brzydkie nawyki siedzenia do północy 🙂