Dzień przed punkcją

Nie jest dobrze. Żołądek podchodzi mi do gardła. Boję się. Nie, nie samej punkcji. Boję się najbliższych dwóch tygodni – pieprzonych huśtawek emocjonalnych, czekania na każdym etapie. Boję się niepowodzenia  – ono zupełnie pozbawi mnie nadziei.

Jak sobie z tym radzę? Na dwa sposoby. Po pierwsze jem jak oszalała (to nic, że chce mi się rzygać). Po drugie – warczę na M. Od przedwczoraj zdążyłam już kilka razy wykrzyczeć, że nie chcę tej pier… punkcji, że jemu nie zależy, że w dupie wszystko mam. A to chyba oznaki, że sobie jednak nie radzę.

Jak przeżyć najbliższy czas bez sfiksowania? Pomysłu brak.

Reklamy

8 comments

  1. Z tego co pamiętam, nie ma złotego środka. Trzeba to po prostu przeżyć. My też na siebie warczeliśmy, też jadłam co popadnie – przez te leki.
    Trzymam kciuki!

  2. Hmm polecam jakiś dobry, trzymający w napięciu kryminał, oczywiście w wersji do czytania, nie oglądania :).
    Ja sobie właśnie kilka dni temu kupiłam najnowszego Jo Nesbo, zobaczymy czy to był dobry zakup. Jak na razie to Misiek uznał, że chyba nie do końca, bo w całej książce nie było obrazków… nie było, bo teraz już są…. ;).

  3. Kurcze, nie spytałam o której ta punkcja i nie wiem od kiedy mam trzymać kciuki. Na wszelki wypadek trzymam od samej pobudki :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s