Miesiąc: Wrzesień 2014

Nie wiem

Wczoraj rano obudziłam się z bólem gardła. Po południu pojawiła się @, a to oznacza, że dziś zaczęłam nowy cykl.

I pierwszy dylemat. Bo przecież jestem przeziębiona… Zadzwoniłam do kliniki. Jeśli jutro obudzę się z kaszlem, bolącym gardłem i gorączką mam nie zaczynać stymulacji. W ciągu dnia czułam się kiepsko – bolące gardło, lekki kaszel, a w ostateczności też silny ból głowy, ale to zapewne z emocji. Tych u mnie ostatnio za dużo.

Pożegnaliśmy dziś ciocię. Za wcześnie.  Ostatnio zbyt dużo osób odchodzi za wcześnie. Miała 67 lat. Była w wieku mojego ojca. Takie porównania dają do myślenia. Tak samo, jak to, że siostra mojej mamy zmarła w wieku 28 lat. Kiedyś miałam świadomość, że była młoda. Dziś, gdy mam tyle lat, co ona wtedy, myślę o  jej śmierci jak o przerwaniu pełni życia, młodości, macierzyństwa, rodzicielstwa.

Przychodzi mi na myśl cytat z „Wina truskawkowego”:

„- Wierzysz w to wszystko?

– W co wszystko?

– No w to, że tam jakoś jest. Że w ogóle jest. Sam wiesz.

– Jak nie myślę, to chyba wierzę. Ale jak zaczynam myśleć… to… nie wiem.”

Reklamy

Czekam

U mnie kocioł. W domu i w pracy. I chyba przez ten kocioł nie mam okresu. Staram się nie myśleć. Ale dziś mija 35 d.c. Dawno nie miałam tak rozregulowanego cyklu… No ale to zapewne stres. Nie nakręcam się. Czekam. Na pewno przyjdzie. Zawsze przychodzi.

Krótko z frontu

Wczoraj byliśmy u lekarza. Dostałam już receptę na Menopur, zaczynam się kłuć od 2d.c. Póki co czekam na okres. I już się nie mogę doczekać 🙂

Przeżyliśmy szok w aptece. Menopur 600 jednostek za 195,26 pln?! Nie mogłam w to uwierzyć.

Cieszę się. Cholernie się cieszę. Jeszcze dwa lata temu in vitro było niedostępne dla większości społeczeństwa. Ludzi było na nie stać albo oszczędzali dłużej na procedurę, albo się zapożyczali.

Pierwszy przełom – program Ministerstwa Zdrowia. Drugi – od lipca refundacja niektórych leków do stymulacji.

To dla mnie dobry znak.

Bo in vitro staje się dostępne. Przestaje być fanaberią, na temat której dyskutują płodni politycy i polityczki, znawcy tematu – księża-politycy (najlepsi specjaliści od potępiania drugiego człowieka), a staje się faktyczną i wspieraną przez państwo formą leczenia niepłodności. Niepłodności – choroby.

To przełom i powiedzenie STOP bezsensownym dyskusjom na temat bruzd na czole, dzieci Frankensteina i paleniu na stosie.

Koniec.

Prawie jednogłośni

I po weekendzie. W ramach odstresowania pojechaliśmy dziś do Żelazowej Woli. Było uroczo. Pogoda cudna, muzyka Chopina w tle i tylko te wycieczki rodzinne zaburzały spokój umysłu.

Poza tym zeszliśmy na temat ewentualnej adopcji i okazało się, że nie jesteśmy jednogłośni co do naszych dalszych poczynań z niepłodnością. Otóż M. nie rozumie, jak mogę mówić, że jeśli druga procedura się nie powiedzie, to nie wiem, czy będę chciała podejść do kolejnej. A ja nie wiem. Tzn. wiem (przynajmniej na ten moment), że nie będę chciała. I nie chodzi o fizyczne obciążenie organizmu, a o pieprzony rollercoaster emocjonalny. Być może po kolejnym nieudanym podejściu mi się zmieni. M. w każdym razie póki co do adopcji przekonany nie jest. Trochę nam to rozbiło niedzielę – nie powiem. Kiedyś chyba pisałam, że grunt, to się dogadywać w działaniach, a okazuje się, że możemy mieć z tym problem.

Staram się o tym nie myśleć – przed nami na pewno jeszcze jedno podejście. Co dalej? Chcę wierzyć, że „dalej” już nie będzie.

(bez)nadzieja

Zaszywam się w sobie coraz bardziej. Kontakt z zewnętrznym światem sprawia ból. Zbliża się procedura numer dwa. Już chce mi się rzygać.

I gdyby ktoś mógł mi zagwarantować, że się w końcu uda, zacisnęłabym zęby, stanęła w drzwiach doktorka i powiedziała „jestem gotowa, przyszliśmy po nasze dziecko”, ale po pierwszym nieudanym in vitro, po dwóch criotransferach wiem, że nikt mi takiej pewności nie da.

Mam nadzieję  i jednocześnie boję się mieć nadzieję.