2 d.c. – 1 dzień stymulacji

Samopoczucie, jak w tytule. Gorączki nie było, gardło nie bolało. Czułam delikatne drapanie przy przełykaniu śliny, ale gdyby ktoś mnie zapytał, czy jestem chora, odpowiedziałabym stanowcze – nie.

Więc zaczęliśmy. Po kolei:

Ustawiłam budzik tak, żeby ocenić swój stan zdrowia i ewentualnie przygotować zastrzyk. Byłam zestresowana. Komisyjnie stwierdziliśmy, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przystąpić do stymulacji.

Najpierw zabawa z Menopurem. Bo trzeba go było rozpuścić już na wszystkie kolejne dni. Zamknęliśmy się na tę okoliczność w pokoju. Kot darł się pod drzwiami, M. nerwowo próbował dostać się do medykamentów, a ja wybierałam już odpowiednią fałdkę na brzuchu (nie mniej nerwowo  zresztą). Tak, jakbyśmy w stymulacji nie mieli w ogóle doświadczenia.

M. zrobił wreszcie zastrzyk. I wtedy już sobie przypomniałam, że raz przez to przechodziliśmy. Poczułam znajome ciepło rozchodzące się w dole brzucha.

Zjadłam ciastko, pogadałam z M. o wszystkim i o niczym. Zjadłam drugie ciastko. Poszliśmy na śniadanie. Do śniadania był Encorton i Folik. Po śniadaniu pomyślałam, że napiszę ten wpis.

Ale cały czas towarzyszyła mi (i nadal towarzyszy) myśl, że wreszcie coś się dzieje. Że znowu mamy szansę.

Lubię to uczucie 🙂

A wieczorem finał Mistrzostw Świata w siatkówce mężczyzn. Zdaje się, że Polska drużyna już raz podczas tych mistrzostw wygrała z Brazylią, więc nie mam najmniejszych wątpliwości, kto zostanie mistrzem 🙂

Miłego dnia.

Reklamy

11 comments

    1. Hej! Czytałam u Pink, że prawdopodobnie jutro transfer? No to trzymam kciuki! Strach jest ogromny, fakt. Huśtawka nastrojów nie pomaga, ale in vitro daje szansę i się udaje – prędzej czy później. Życzę Ci, żeby u Was było to „prędzej” 🙂
      I zapraszam do pisania. Fajnie poznać osoby, które mnie czytają 🙂

  1. No i super 🙂 Trzymam kciuki.
    Pamiętam pierwszy dzień stymulacji… ta odżywiająca nadzieja 🙂

    1. U mnie za pierwszym razem tak nie było, bo kiepsko się czułam, ale teraz faktycznie głównie żyję nadzieją (skoro ani rzygać się nie chce, ani głowa nie boli:)

    1. Równoważnia, dziękuję 🙂
      Musi się wreszcie udać.
      I bardzo się cieszę, że u Ciebie tak optymistycznie. A na poduszkę się piszę oczywiście 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s