Miesiąc: Sierpień 2014

Wizyta u dietetyczki

Miałam napisać coś więcej o mojej wizycie u dietetyczki.

Bezsenna noc to chyba najlepszy czas, żeby się tym zająć 🙂

Po pierwsze: dlaczego?

Ano dlatego, że od pewnego czasu tyję. Procedura in vitro jeszcze mi w tym pomaga, bo wyzwala we mnie stres, który próbuję zabić porcją ciasta lub pizzy.

Czytałam w internecie masę informacji o konieczności stosowania właściwej diety przy PCOS i insulinooporności i oczywiście przy staraniach o dziecko, ale zawsze znalazła się jakaś wymówka, którą wdrażałam w życie i która bezkarnie pozwalała mi jeść, co i jak mi się podobało. Takie błędne koło.

 Wizyta u dietetyczki trwała około godziny. Nie ukrywałam niczego, także tego, że jesteśmy po jednej procedurze in vitro, a tuż przed drugą. I w zasadzie głównie ta informacja wpłynęła na wygląd diety przygotowanej przez Panią dietetyczkę.

Zasady:

– nie odchudzam się;

– jem 5 posiłków dziennie o w miarę stałych porach;

– owoce jem do godziny 14:00;

– nie piję mleka krowiego (niewskazane przy PCOS);

– ostatni posiłek jem do 21:00 (i nieważne, czy chodzę spać o 23:00, czy o 02:00);

 

A do mojej diety w dużych ilościach trafiają:

– borówki;

– awokado;

– pomidory (te akurat były);

– pestki dyni i słonecznika;

– jogurty naturalne;

– owsianki;

– koktajle owocowe i warzywne (tylko rano, a nie jak dotychczas miałam w zwyczaju – na kolację);

– ryby.

Jak przeglądaliśmy z M. jadłospis, to wyglądał on naprawdę smacznie. Przerażające wydaje się tylko przygotowywanie wszystkich posiłków, zwłaszcza do pracy. No ale próbujemy. Bo nie tylko o wagę chodzi, ale też o zapewnienie lepszego środowiska Maleństwu.

 

Trzymajcie kciuki, bo czeka mnie kulinarne i psychiczne wyzwanie 🙂

Reklamy

Znowu bez tytułu

Wkrótce będę pewnie więcej pisać – wrzesień zbliża się dużymi krokami.

Póki co w w głowie siedzi mi to:

I to:

slub i wesele - Magda i Marcin

 

Zwięźle i na temat

Rozmawialiśmy dziś o naszym Dziecku. O Tym, którego nie ma, a na które czekamy. Najbliższa droga do niego to in vitro, jeśli znowu się nie uda – zobaczymy. Nie myślimy już o in vitro „do skutku”. 

Najbliższa wizyta startowa przed kolejna próbą 08 września.

Co człowieka postarza

M. zasnął, a mnie naszło na wspomnienia. Przeglądam stare zdjęcia. Najbardziej lubię patrzeć na te nasze roześmiane gęby, jeszcze niczego nie świadome, jeszcze bez zarysu bólu. Osoby postronne tego nie widzą, jednak gdy przeglądam nasze fotografie dzielę je na te sprzed starań o dziecko i te, gdzie pojawiły się pierwsze wizyty u lekarzy. Chciałabym na chwilę przenieść się do przeszłości, oderwać od ciągłego odliczania.
Ale chciałabym też wrócić tutaj – do punktu, w którym poznaliśmy się z M. i zaufaliśmy sobie jeszcze bardziej niż w momencie podejmowania decyzji o wspólnym Dziecku. Nie mówię, że niepłodność nas do siebie zbliżyła, mówię, że nas przetestowała i pewnie będzie to jeszcze robić. Ale jak na razie test przeszliśmy całkiem nieźle. Znamy się od dwunastu lat, jesteśmy ze sobą od dziewięciu, zbliża się nasza czwarta rocznica ślubu. Kto by pomyślał, że w klasie w LO, gdzie było tylko czterech facetów jeden zostanie moim mężem. I to najlepszym mężem, jakiego miałam 🙂

A jutro? Jutro minie dekada odkąd weszłam w dorosłość. Mam szansę podsumować dziesięć lat dorosłego życia. Pewnie też dlatego ogarnęła mnie taka ochota na przeglądanie zdjęć. Dziesięć lat temu (ba, nawet piętnaście) czułam się dorosła, zachłyśnięta młodością, dziś dostrzegam też ryzyka wynikające z dorosłości. Dziś dojrzewam.

Lata nie postarzają, postarzają przykre doświadczenia.

Naoglądałam się starych zdjęć, rozczuliłam się nad przeszłością, a tu Cindy czeka. Znowu za późno biorę się za ćwiczenia, co zapewne skończy się nieprzespaną nocą.

Co słychać

Byliśmy dziś w klinice. Już, już ustalaliśmy z lekarzem, że podchodzimy do kolejnej próby w tym miesiącu, wypełniliśmy też potrzebne dokumenty, ale okazało się, że w kluczowym momencie (w okolicach punkcji) Doktor ma zaplanowany urlop. No nie… Już raz to przerabialiśmy. Oczywiście,  poinformował nas, że nas komuś przekaże, ale byliśmy jednogłośni w decyzji – czekamy do kolejnego cyklu. Może to nie ma znaczenia, ale z perspektywy pacjenta daje poczucie bezpieczeństwa i komfort psychiczny. Nie chcemy już trafiać do różnych lekarzy w tym trudnym momencie.

Nie protestował. Mam przyjmować Norprolac i Folik, jak dotychczas. Dorzucił do tego Inofem i zalecił zbadać poziom prolaktyny.

Następna wizyta pod koniec kolejnego cyklu, czyli zapewne wkrótce poznam jej termin.

Cieszę się z decyzji, jaką podjęliśmy. Oczywiście najlepiej by było, gdyby Doktor po prostu pracował, ale w tej sytuacji nie widzieliśmy innej możliwości J

 Ten miesiąc chcę też wykorzystać na pracę nad sobą – zmienić dietę, więcej się ruszać, zrzucić kilka kilogramów. Urlop się skończył, czas wrócić do żywych i poczuć się lepiej. Wdrażam plan w życie dzielnie od poniedziałku). Liczy się motywacja, a tej mi teraz nie brakuje.